Społeczność

pole w gostyni

Klub Miłośników Kresów

24 cze 2026 14:06
wydrukuj
W Bibliotece Gminnej w Gaworzycach powstało miejsce, w którym wspomnienia o dawnych Kresach ożywają na nowo. Klub Miłośników Kresów już od pierwszych spotkań przyciąga mieszkańców spragnionych rozmów, historii i rodzinnych opowieści, które - jak się okazuje - wciąż potrafią zaskoczyć i wzruszyć.

Choć inicjatywa formalnie narodziła się w bibliotece, jej fundamenty powstały znacznie wcześniej. Pomysł stworzenia klubu wyszedł od dwóch mieszkanek - Lucyny Mikulskiej i Bożeny Wojtczak, które od lat pielęgnują pamięć o Kresach i ich mieszkańcach. Obie zgodnie podkreślają, że potrzeba takiego miejsca dojrzewała w środowisku od dawna.

Pani Lucyna mówi wprost, że inspiracją były wieloletnie pielgrzymki kresowian na Jasną Górę, w których uczestniczy wraz z bratem, Adamem Kiwackim – prezesem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo Wschodnich. To właśnie tam, na Jasnej Górze, wśród ludzi pamiętających tragedię Sadów (Zadów) k. Wołoszczy i Pyszówki, zrodził się pomysł, by stworzyć podobną przestrzeń w Gaworzycach. – Pomyślałam, że my też potrzebujemy miejsca, w którym ta pamięć będzie żyła – wspomina Lucyna Mikulska.

Co roku liczna grupa mieszkańców Gaworzyc, Kłobuczyna i Głogowa uczestniczy w jasnogórskich uroczystościach upamiętniających Polaków pomordowanych na Kresach. To wydarzenia pełne wzruszeń, w których ważną rolę odgrywa drużyna harcerska „Czarne Płomienie” oraz Schola „Śpiewam Panu” prowadzona przez Marzenę Lamlę. – Harcerze i młodzież są z nami od lat. Ich obecność, śpiew i oprawa uroczystości mają ogromne znaczenie. W ubiegłym roku szczególnie poruszyła mnie harcerska przysięga, widziałam łzy w oczach wielu pielgrzymów – opowiada pani Lucyna.

Dla niej Kresy to nie tylko historia, ale rodzinny obowiązek. – W moim domu zawsze mówiono, że pamięć o Kresach to nasz obowiązek. Patriotyzm rodzi się w najmłodszych latach, dlatego zabieram na pielgrzymki moje wnuki. Same chcą jechać jako pierwsze – dodaje.

Współinicjatorka założenia klubu, pani Bożena Wojtczak, podkreśla, że spotkania mają służyć nie tylko wspomnieniom, ale też odkrywaniu rodzinnych więzi. – Spotkania planujemy kilka razy w roku, po to, żeby rozmawiać, wspominać, dzielić się historiami swoich rodzin. Okazuje się, że w czasie takich rozmów odnajduje się wiele koligacji rodzinnych – mówi.

Klub chce także pielęgnować pamięć o dawnych mieszkańcach Sadów (Zadów) k. Wołoszczy i Pyszówki – miejsc szczególnie ważnych dla naszych mieszkańców. Pani Lucyna przypomina, że pamięć o tych wydarzeniach jest w Gaworzycach żywa także dzięki pomnikom i tablicom. – Na cmentarzu stoi obelisk poświęcony Polakom z Sadów (Zadów) k. Wołoszczy, a obok tablica upamiętniająca spaloną Pyszówkę. To miejsca, które przypominają o tragicznych losach naszych przodków. Naszym obowiązkiem jest tę pamięć przekazywać dalej – podkreśla.

Jedna z historii, którą pani Bożena usłyszała podczas spotkań, szczególnie zapadła jej w pamięć. Opowiada o rodzinnej wyprawie kresowian do miejsc, z których pochodzą ich przodkowie. - Udało im się odnaleźć drewniany domek dziadków pani Lucynki. Maleńki, rozpadający się, ale wciąż stojący. I okazało się, że w środku, pod warstwą kurzu i ziemi, zachowały się przedmioty używane kiedyś przez ich dziadków - wspomina. - Najbardziej ujęła mnie figurka Matki Boskiej, którą znaleziono pod spróchniałymi deskami. Towarzyszyła tej rodzinie od zawsze. Przywieziono ją do Polski, odrestaurowano i dziś jest eksponatem w Muzeum Kresowym w Częstochowie. To taka namacalna pamiątka, symbol, który przetrwał wszystko. Dla pani Bożeny historia Kresów to nie tylko pasja, ale też osobiste doświadczenie rodzinne - choć jej własne korzenie sięgają innych stron, to rodzina męża pochodzi z Równego. - Interesuję się tą historią od dawna. Oglądam filmy, czytam książki, rozmawiam z kresowianami. Widzę, jak bardzo są sobie bliscy, jak silne mają relacje - mówi.

Biblioteka Gminna w Gaworzycach stała się naturalnym miejscem spotkań klubu. Wśród książek, w spokojnej atmosferze, łatwiej o rozmowę, wspomnienia i chwilę zadumy. Choć klub dopiero się organizuje, już widać, że rośnie w siłę – na ostatnim spotkaniu pojawiło się znacznie więcej osób, a kolejne zapowiada się jeszcze liczniej.

– To coś, na co kresowianie długo czekali. Może nawet za długo. Ale to jest ten moment, w którym wszystko zaczyna się układać – mówi pani Lucyna. - Ziarno zostało zasiane.